Z wizytą na Ślęży

W końcu udało mi się wybrać w górę, którą widziałam wielokrotnie przejeżdżając trasą A4 w kierunku Wrocławia – Ślężę. Tym razem już nie mogłam odpuścić – byłam z wizytą u koleżanki, która przeprowadziła się do pobliskiego Strzelina parę miesięcy temu. Jak już się miałam wybierać w ten rejon, to stwierdziłam że zrobię sobie krótkie wakacje, i pochodzę po Masywie Ślęży i Raduni, a także może wybiorę się do Wrocławia.

Do tego ostatniego jednak nie doszło – rejon Ślęży tak mi się spodobał, a przede wszystkim cisza która panowała w okolicy w której nocowałam – wielkie pozdrowienia dla właścicieli agroturystyki Sady pod Ślężą, którym udało się stworzyć wyjątkową atmosferę w swoim… domu? Obiekcie? Nie wiem nawet jak to nazwać…

Nocowanie w bezpośrednim pobliżu Ślęży pozwoliło mi na pominięcie „przyjemności” dojazdu samochodem na przełęcz Tąpadła i rozpoczynanie wycieczek najpopularniejszymi szlakami. Podchodząc na Ślężę z każdej innej strony – czy to Sobórki czy np. Sulistrowiczek – nie natrafiałam na żywą duszę na szlaku i mogłam się delektować przyrodą do woli.

To swoją drogą czyni to miejsce ciekawą alternatywą do szukania noclegów we Wrocławiu – dojazd do miasta z Sadów to około 30 minut, więc czas jeszcze całkiem „akceptowalny”, a komfort nocowania dla osoby szukającej spokoju – nieporównywalny.

Zwiedzanko

Udało mi się przejść w ciągu 3 dni kilka solidnych kilometrów. Samą Ślężę zdobyłam czerwonym szlakiem z Sobótki, czerwonym z Sulistrowic, a także przeszłam niebieski szlak z Górki do przełęczy Tąpadła. Ten ostatni jest… zaskakujący. Jak na tak małą górę jak Ślęża jest nawet trochę wysokogórski – w sensie podłoża po którym idziemy… dużo kamieni, a przed samą Ślężą strome schody. Zresztą… sami zobaczcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *